W firmie wpis #009
Wspólny kalendarz i tablica zadań dla czteroosobowego biura
Mały zespół nie potrzebuje systemu do zarządzania projektami, który wymaga szkolenia. Potrzebuje wspólnego kalendarza, jednej listy zadań i kilku zasad. W czteroosobowym biurze wujka po trzech miesiącach nikt nie chce wracać do żółtych karteczek.
Kuba 4 min czytania

Wujek Leszek prowadzi w Gdyni małe biuro rachunkowe: on, dwie księgowe i pani na recepcji. Do niedawna ich system zarządzania wyglądał tak: papierowy kalendarz na biurku recepcji, żółte karteczki na monitorach i „przecież mówiłem ci we wtorek”. Działało, dopóki ktoś nie zachorował. Wtedy nikt nie wiedział, kto z klientów czeka na co.
Poprosił mnie o „jakiś program”. Zamiast programu zaproponowałem dwa proste narzędzia i pięć zasad. Po trzech miesiącach nikt nie chce wracać do karteczek.
Najpierw pytanie, nie narzędzie
Największy błąd, jaki widzę w małych firmach: zaczynają od wyboru aplikacji. Ktoś widział świetne narzędzie w dużej firmie i wdraża je w czteroosobowym zespole. Po miesiącu połowa pól jest pusta, a ludzie i tak piszą do siebie na komunikatorze.
Zanim cokolwiek zainstalowaliśmy, usiedliśmy na pół godziny i odpowiedzieliśmy na trzy pytania:
- Co się gubi? U wujka: terminy spotkań z klientami i to, kto zajmuje się czyimi dokumentami.
- Kto musi to widzieć? Wszystkie cztery osoby, także z telefonu.
- Ile czasu dziennie są gotowi na to poświęcić? Szczera odpowiedź: kilka minut.
Z tych odpowiedzi wyszło jasno, że potrzebny jest wspólny kalendarz i jedna prosta lista zadań. Nic więcej.
Wspólny kalendarz: prawie na pewno już go masz
Jeśli firma ma pocztę w jednym z dużych pakietów biurowych, na przykład Google Workspace albo Microsoft 365, to ma też kalendarze, które można współdzielić. Nie trzeba niczego kupować, trzeba to tylko ustawić.
U wujka zrobiliśmy tak:
- Każdy ma swój kalendarz i widzi kalendarze pozostałych. Nie szczegóły prywatnych spraw, tylko to, że jest zajęty.
- Jeden wspólny kalendarz „Biuro” na rzeczy dotyczące wszystkich: terminy urzędowe, zamknięcie biura, szkolenia, dni, w których przychodzi serwis drukarki.
- Spotkania z klientami wpisuje recepcja do kalendarza osoby, która prowadzi klienta. Z numerem telefonu w opisie. Już nikt nie szuka go w zeszycie.
- Urlopy w kalendarzu, nie w pamięci szefa. Całodzienne wydarzenie „urlop” widać od razu.
Najważniejsza zmiana: kiedy ktoś jest chory, druga osoba otwiera jego kalendarz i wie, do kogo zadzwonić i przełożyć spotkanie.
Lista zadań: prosta tablica z kolumnami
Do zadań wybraliśmy tablicę w stylu kanban. Brzmi poważnie, a to po prostu tablica z kolumnami, między którymi przesuwa się karteczki. Tyle że cyfrowe.
Nasze kolumny:
- Do zrobienia
- W trakcie
- Czeka na klienta
- Zrobione
Cztery kolumny, nie więcej. Kolumna „czeka na klienta” okazała się najważniejsza w całym systemie. W biurze rachunkowym połowa spraw stoi, bo ktoś nie doniósł faktur albo nie podpisał dokumentu. Teraz widać to na pierwszy rzut oka i łatwiej zadzwonić z przypomnieniem.
Każda karta ma: nazwę klienta, jedno zdanie, co trzeba zrobić, osobę odpowiedzialną i termin. Nic więcej. Opcji jest dużo więcej, ale kto je wypełnia, gdy ma na biurku stos dokumentów?
Narzędzi tego typu jest mnóstwo, od osobnych aplikacji po listy zadań wbudowane w pakiety biurowe. Wybierz takie, które:
- działa w przeglądarce i na telefonie,
- ma darmowy lub tani plan dla kilku osób,
- nie wymaga szkolenia, żeby dodać zadanie,
- pozwala wyeksportować dane, gdy kiedyś zechcesz zmienić narzędzie.

Pięć zasad, bez których to nie działa
Narzędzie to połowa sukcesu. Druga połowa to umowa w zespole.
- Jedno miejsce na zadania. Jeśli coś jest do zrobienia, jest na tablicy. Nie w mailu, nie na karteczce, nie w głowie. Prośba na korytarzu kończy się zdaniem „wrzuć to na tablicę”.
- Każde zadanie ma jedną osobę. Nie „dziewczyny”, nie „biuro”. Jedno imię. Zadanie wspólne to zadanie niczyje.
- Pięć minut rano. Przy kawie wujek otwiera tablicę na dużym monitorze i wszyscy patrzą, co jest w kolumnie „w trakcie” i co utknęło. Bez prezentacji, bez spotkania na godzinę.
- Sprzątanie w piątek. Zrobione przenosi się do archiwum, stare karty albo się kończy, albo usuwa. Tablica z dwustoma kartami przestaje być czytelna.
- Szef też używa. To najtrudniejsza zasada. Jeśli szef nadal rozdaje zadania ustnie, system umiera w dwa tygodnie. Wujek się pilnował, choć przyznaje, że pierwszy tydzień był „jak nauka jazdy na nartach po czterdziestce”.
Bezpieczeństwo, bo to biuro rachunkowe
W biurze, które przetwarza dane klientów, trzeba o tym pomyśleć od początku:
- Konta firmowe, nie prywatne. Każda osoba loguje się swoim firmowym kontem. Gdy ktoś odchodzi, wyłączasz mu dostęp jednym kliknięciem.
- Weryfikacja dwuetapowa na kontach z dostępem do kalendarzy i poczty.
- Minimum danych w zadaniach. Na tablicy „Kowalski, deklaracja do poniedziałku”, a nie numery kont i PESEL-e. Dokumenty zostają w systemie księgowym.
- Hasła w menedżerze, nie na karteczce pod klawiaturą. Wdrażałem to wcześniej u rodziców, o czym pisałem w tekście o menedżerze haseł, i w biurze działa tak samo.
Przy okazji: w biurach rachunkowych w tym roku i tak dużo się zmienia przez KSeF, więc dobrze mieć porządek w zadaniach, zanim przyjdzie fala pytań od klientów. Co KSeF oznacza dla najmniejszych firm, opisałem w tekście o KSeF z perspektywy freelancera.
Co bym zrobił inaczej
Na początku dodałem za dużo etykiet: kolory dla typów klientów, priorytety, kategorie. Nikt ich nie używał. Po miesiącu zostawiliśmy jedną etykietę: „pilne”. Jest czerwona i w zwykły wtorek wisi na dwóch, najwyżej trzech kartach. W kwietniu, przy zeznaniach rocznych, było ich jedenaście, i wtedy pięć minut rano przy kawie trwało dwadzieścia.


